Ruch type-in to sesja, w której ktoś wpisał domenę w pasek adresu albo otworzył ją z zakładki. Przeglądarka nie przysyła wtedy odsyłacza. Wejście z Google, z giełdy albo z maila ma odsyłacz i znaczy coś innego: człowiek już gdzieś zobaczył link.
Na landingu „domena na sprzedaż” te dwa ruchy nie są wymienne. Type-in jest najwyższą intencją, jaka istnieje na rynku nazw. Ktoś sprawdza, czy nazwa.pl jest wolna, czy stoi za nią firma, czy da się ją kupić. Nie otworzył katalogu. Nie filtrował działu „Biznes”. Wpisanie adresu jest samym zapytaniem.
Dlaczego Google na tej stronie myli
Wejście z wyszukiwarki często jest skutkiem starej wzmianki, indeksu parkingu albo frazy „domena na sprzedaż”. Część z tych sesji to ludzie, część to roboty indeksujące. Jeśli zlejemy je z type-in w jedno „odwiedziny”, wracamy do licznika, który nic nie mówi.
Praktyczny podział w panelu ma trzy kubełki:
- Type-in — pusty odsyłacz.
- Odesłanie — jest host odsyłający: giełda, Google, poczta, komunikator.
- Bot — skaner, data center, headless, honeypot.
Dopiero na tym podziale widać, czy nazwa żyje. Dwadzieścia wejść z Ashburn i dwa type-in z polskiego ISP to nie „22 odwiedziny”. To dwa sygnały i szum.
Co type-in mówi o cenie
Giełda pokazuje popyt ludzi, którzy już szukają domeny do kupienia. Type-in pokazuje popyt na konkretny ciąg znaków. To nie jest to samo co wycena z katalogu.
Jeśli przez 30 dni type-in jest zerem, landing z ceną „Kup teraz” i tak warto mieć, ale nie ma dowodu, że ktoś nazwę sprawdza. Jeśli type-in wraca — ten sam ISP, drugi raz, czas powyżej 20 sekund — rozmowa o cenie ma kontekst. Oferta 4 500 zł z telefonem jest wtedy innym zdarzeniem niż anonimowe „zaproponuj” bez liczby na stronie.
Cena na landingu nie zastępuje telemetrii. Telemetria bez ceny słabo konwertuje, bo kupujący nie wie, czy 1 500 zł to okazja czy życzenie. Oba elementy pracują razem: kwota albo widełki na stronie, a w panelu informacja, czy wszedł człowiek z paska.
Czego nie wnioskować z jednego wejścia
Jedna sesja type-in o północy, 3 sekundy, VPN, to nie lead. Lead zaczyna się od progu: powrót, czas, polski operator, brak sieci datacenter, klik w ofertę albo telefon. Alert na każdą wizytę uczy ignorować telefon. Alert od progu uczy oddzwaniać.
RuchDomen trzyma ten podział jako produkt. Poradnik o botach mówi, skąd bierze się szum. Cena na stronie mówi, co kupujący ma zobaczyć w pierwszych pięciu sekundach.
Jak czytać tydzień, nie godzinę
Godzina po wgraniu landingu prawie zawsze wygląda „gorąco”, bo skanery dochodzą falami. Tydzień type-in jest spokojniejszy i prawdziwszy. Porównuj:
- liczbę sesji bez odsyłacza,
- liczbę sesji z odsyłaczem,
- liczbę sesji odfiltrowanych jako bot,
- powroty w oknie 7–14 dni,
- oferty z kwotą i telefonem.
Skok odesłań po publikacji ogłoszenia na giełdzie jest feedbackiem katalogu. Skok type-in po zmianie ceny na landingu jest feedbackiem samej nazwy. Mieszanie tych dwóch krzywych w jeden wykres „ruchu” kasuje wniosek.
Czego nie robić z danymi type-in
Nie sprzedawaj dalej listy IP. Podstawa przetwarzania przy własnej domenie na sprzedaż to uzasadniony interes sprzedającego: odpowiedzieć na zainteresowanie i odróżnić człowieka od automatu. Krótka retencja i brak dalszego obrotu danymi są częścią tej podstawy, nie ozdobnikiem polityki prywatności. Szczegóły są w tekście o RODO na landingu.
Nie traktuj też miasta z sieci komórkowej jak wizytówki firmy. Przy Orange albo Play często zobaczysz tylko operatora i przybliżone miasto. Organizację da się czasem pokazać przy wejściu z sieci firmowej. To jest argument „ktoś z branży sprawdzał”, nie nazwisko.
Co wdrożyć dzisiaj
Postaw landing z trybem ceny. W panelu patrz najpierw na trzy liczby: type-in, odesłanie, bot. Reszta — mapa, karta graficzna, bateria — jest szczegółem po tym, jak wiesz, że sesja jest ludzka. Jedna sprzedaż zwraca abonament. Pusty licznik go nie zwraca, bo nie wiadomo, czy w ogóle był kupujący.